Przejdź do głównej treści
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Jak to się wszystko zaczęło?

Są takie miejsca, które na zawsze zapisują się w naszej pamięci, tętniące życiem, niezwykle nastrojowe i pełne magii. Dokładnie tak było w Peru, bo to właśnie tam wszystko się zaczęło.

Historia marki KALEA narodziła się w miejscowości Paracas nad Oceanem Spokojnym. Pojechaliśmy tam na szybki city break, będąc wolontariuszami w hostelu na pustyni w Huacachinie.  Jednak to tam, we wspomnianym Paracas spotkaliśmy człowieka, który podróżując po świecie, składał origami. Wystarczyła krótka rozmowa i wymiana poglądów, by w naszych głowach zapaliła się iskra. Pomysł był prosty i odważny: Będziemy robić tę malutką biżuterię z origami! Spróbujemy, przecież nie mamy nic do stracenia!

Poczuliśmy potężny zastrzyk natchnienia. Wizja stworzenia czegoś zupełnie nowego, i to w samym środku naszej półtorarocznej podróży dookoła świata, była po prostu elektryzująca. Od razu ruszyliśmy na poszukiwanie materiałów, by uruchomić naszą, wtedy jeszcze mikroskopijną produkcję. Na zdjęciu do tego wpisu możecie zobaczyć pierwsze lamy, jakie kiedykolwiek wyszły spod naszych rąk (zdjęcie wykonane w CUSCO, gdzie powstały pierwsze produkty). To od nich wszystko się zaczęło.

W Ameryce Południowej handel wygląda zupełnie inaczej. Gdy chodziłem między ludźmi i pokazywałem im nasze wyroby, prawie każdy reagował tak samo, z niedowierzaniem. Nikt nie chciał uwierzyć, że te małe cuda powstały z papieru, który już wtedy odpowiednio utwardzaliśmy. A sam początkowy proces? Był prawdziwym wyzwaniem! Jeden przedmiot powstawał aż 4 dni. Tak, dobrze czytacie: cztery pełne dni. Każda warstwa musiała idealnie wyschnąć, a do tego dochodziła jeszcze nauka składania każdego nowego wzoru.

Na samym początku oferta KALEA obejmowała zaledwie trzy wzory: Żurawia, Kolibra i Lamę. Wszystkie były wiszące, wykończone naturalnymi kamieniami. Entuzjastyczny odzew ludzi zupełnie nas zaskoczył. I tak właśnie wyglądały nasze kolejne miesiące - podróżowaliśmy po Ameryce Południowej, sprzedając rękodzieło na lokalnych bazarach, ulicach i dworcach.

Dziś wracamy do tego z ogromnym sentymentem, ale wtedy... wtedy to było po prostu NIESAMOWITE. Czuliśmy, że wreszcie robimy coś własnego. Stworzyliśmy coś z niczego i zrobiliśmy ten najważniejszy, pierwszy krok.

Ogromna w tym zasługa naszego kolegi z Filipin, który prowadził tam swój hotel (przy okazji proponował mi posadę menedżera, gdybyśmy chcieli zostać u niego na dłużej!). Michael, choć wątpię, że kiedykolwiek to przeczytasz, dziękujemy Ci z całego serca za inspirację i odwagę do wykonania tego pierwszego kroku.

Chcecie więcej takich historii? Nasza marka ma w zanadrzu jeszcze mnóstwo opowieści. Bądźcie z nami na dłużej!

Pozdrawiamy

KALEA